Dycha Juranda 2026 – las, błoto, podbiegi i II miejsce w M40

Nie każdy start musi być walką od pierwszego do ostatniego metra. Czasem warto zwolnić, zrobić zdjęcie, zamienić kilka słów ze znajomym i pobiec dalej. Dycha Juranda 2026 w Spychowie była właśnie takim startem – wymagająca trasa, mokry las, nierówne łąki, podbiegi i sporo walki z podłożem. Początek poszedł bardzo dobrze, tempo udało się utrzymać, a na podbiegach nie dałem się ponieść emocjom. Na mecie czekała miła niespodzianka – II miejsce w kategorii M40.

Parametry biegu

Data: 2026-08-30

Dystans: 10,75 km

Czas: 1:03:45

Tempo: 5:56 /km

Kadencja: 169 spm

Długość kroku: 1,00 m

Średnia moc: 326 W

Temperatura średnia: 26,0°C

📝 Opis

Dycha Juranda 2026 – nie tylko wynik

Początek był bardzo dobry. Od startu udało mi się wejść w swoje tempo i przede wszystkim nie dałem się podkręcić na podbiegach. To był jeden z tych momentów, kiedy głowa mówi „szybciej!”, a rozsądek odpowiada „spokojnie, jeszcze będzie czas”.

Tym bardziej że warunki nie rozpieszczały. Las był po opadach, a na starcie czujnik pokazywał około 70% wilgotności. Sama leśna część trasy miała jednak swój klimat – mokra ściółka, zapach lasu i zielone, miejscami niemal bajkowe otoczenie. Zdjęcia z trasy chyba mówią o tym więcej niż niejeden opis.

Największym problemem okazały się jednak leśne polany. Kurewsko nierówne, z bardzo wąskim paskiem wykoszonej trawy, a dodatkowo trawa pozostawiona na trasie skutecznie pochłaniała energię. Człowiek biegnie, pracuje, a momentami ma wrażenie, jakby stał w miejscu. To nie był odcinek, na którym można było po prostu złapać rytm i lecieć.

Podbiegi natomiast oceniam jako wykonane bardzo dobrze. Tętno nie poszło niepotrzebnie w górę, nie było szarpania i palenia się na początku. W zawodach właśnie takie momenty często decydują o tym, co zostanie w nogach kilka kilometrów później.

I wtedy wydarzyła się jedna z przyjemniejszych rzeczy tego startu. Na trasie spotkałem Artura. Szybka fotka i lecimy dalej. Bo przecież nie zawsze trzeba mieć oczy wbite w zegarek, żyłować każdą sekundę i robić „ogień” od startu do mety. Czasami warto się zatrzymać, zrobić zdjęcie i po prostu mieć z zawodów coś więcej niż tylko wynik.

A wynik? II miejsce w kategorii M40 podczas Dycha Juranda w Spychowie. Do tego pamiątkowy medal i dyplom, który zdecydowanie będzie przypominał ten start.

Była walka, było błoto, były podbiegi, były przeklęte łąki, ale przede wszystkim był dobry dzień w lesie.

Kolano podczas biegu nie dawało o sobie znać. Dopiero około godzinę po zawodach zaczęło boleć, razem z prawą powięzią biodrową. Nie zamierzam jednak udawać bohatera. Po powrocie z wyjazdu czeka mnie fizjo, a najbliższe dni nad morzem i tak będą bez biegania. Spacer, może rower – i wystarczy.

A sobotnie 25 km? Zobaczymy. Tym razem bez napinki. Najpierw sprawdzimy, co mówi noga.

🔥 Wnioski

Nie pal się na podbiegach. Spokojna głowa i kontrolowane tętno mogą dać więcej niż kilka sekund urwanych na początku.
Podłoże potrafi zabrać więcej niż tempo. Mokra, nierówna trasa i ciężka trawa potrafią zmęczyć nogi bardziej niż niejeden podbieg.
Zawody to nie tylko zegarek. Czasem warto zatrzymać się na chwilę, zrobić zdjęcie i pobiec dalej. Wspomnienia też są częścią wyniku.
Słuchaj organizmu po zawodach. Skoro kolano odezwało się dopiero po biegu, tym bardziej warto dać mu trochę spokoju i sprawdzić temat u fizjo.


„Czasem warto zwolnić, żeby zobaczyć, dokąd naprawdę biegniesz.
— ULi Mazury

📸 Zapis aktywności Garmin

Dane z Garmin Forerunner 970 i Garmin HRM 600

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *