Bieg Czterech Wież 2026 – 10 km w Pasymiu. Walka z upałem i kolejny cenny trening startowy

Parametry treningu

Data: 2026-06-28

Dystans: 9,63 km

Czas: 55:15

Tempo: 5:44/km

Tętno śr.: 160 bpm

Kadencja: 168 spm

Długość kroku: 1,04 m

Średnia moc: 351W

Temperatura średnia: 31,4°C

📝 Opis

Są biegi, podczas których walczy się z rywalami. Są też takie, w których największym przeciwnikiem okazuje się pogoda. Tegoroczny Bieg Czterech Wież w Pasymiu zdecydowanie należał do tej drugiej kategorii.

Na starcie stanąłem z konkretnym planem tempa przygotowanym wcześniej w Garmin Connect. Założenie było ambitne, ale realne – pobiec równo i spróbować przyspieszyć na końcówce. Niestety już od rana było wiadomo, że tego dnia pierwsze skrzypce będzie grał upał. Temperatura rosła z każdą minutą, a słońce nie zamierzało odpuszczać.

Od samego początku postawiłem więc na rozsądek. Pierwsze kilometry pobiegłem zgodnie z planem, pilnując tempa i nie dając się ponieść emocjom. W takich warunkach bardzo łatwo przesadzić na starcie i zapłacić za to kilka kilometrów później. Tym razem priorytetem było ukończenie biegu w dobrym stylu i z zachowaniem sił.

Na ogromne brawa zasługuje organizacja zawodów. Punkty z wodą były rozmieszczone bardzo często, dzięki czemu można było regularnie schładzać organizm. Dodatkowo druhowie z OSP przygotowali dwie kurtyny wodne, które w tych warunkach były prawdziwym wybawieniem. Każde przebiegnięcie przez chłodną mgiełkę dawało chwilę oddechu i pozwalało utrzymać tempo.

Świetnie spisała się również nowa czapka, którą kupiłem specjalnie z myślą o letnich startach. Przed biegiem została zmoczona wodą i naprawdę zrobiła różnicę. Głowa była lepiej chroniona przed słońcem, a komfort biegu wyraźnie wzrósł. To jeden z tych drobnych elementów wyposażenia, które w odpowiednich warunkach potrafią znacząco poprawić samopoczucie.

Przez całą trasę korzystałem także z własnego nawodnienia oraz wody dostępnej na punktach. Dzięki temu nie dopadł mnie kryzys, mimo że temperatura według Garmina przekraczała miejscami 30°C. W takich warunkach wynik schodzi na drugi plan – najważniejsze staje się mądre gospodarowanie siłami.

Ostatecznie ukończyłem bieg ze średnim tempem 5:44 min/km, utrzymując równą moc i kontrolując wysiłek praktycznie od startu do mety. To nie był dzień na bicie rekordów życiowych, ale zdecydowanie był to dzień, który pokazał, że forma nadal rośnie. Najważniejsze jest również to, że cały bieg przebiegłem bez bólu kostki i kolana, co jeszcze kilka miesięcy temu wcale nie było takie oczywiste.

Teraz czas na regenerację i przygotowania do kolejnego celu. Już za tydzień czeka mnie VIII Edycja Pogoni za Jednorożcem na dystansie 5 kilometrów. Liczę, że pogoda będzie zdecydowanie bardziej łaskawa i pozwoli powalczyć o wynik poniżej 25 minut.

Każdy start czegoś uczy. Pasym przypomniał mi przede wszystkim, że doświadczenie, cierpliwość i rozsądne tempo są często ważniejsze niż pogoń za każdą sekundą. Czasami największym zwycięstwem jest po prostu ukończenie biegu z uśmiechem i świadomością, że zrobiło się wszystko najlepiej, jak było to możliwe danego dnia.

🔥 Wnioski

👉 Upał był największym rywalem i wymusił zmianę podejścia do biegu.
👉 Organizacja zawodów zasługuje na pochwałę – liczne punkty z wodą i kurtyny wodne OSP zrobiły świetną robotę.
👉 Nowa czapka oraz odpowiednie nawodnienie znacząco poprawiły komfort biegu.
👉 Forma nadal rośnie – równy bieg, brak bólu kolana i kostki oraz dobra kontrola tempa to najlepszy prognostyk przed kolejnymi startami.


📸 Trening

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *