Pogoń za Jednorożcem 2026 – życiówka na 5 km i pierwsze złamane 25 minut

Parametry treningu

Data: 2026-07-05

Dystans: 5,06 km

Czas: 24:55

Tempo: 4:55/km

Tętno śr.: 169 bpm

Kadencja: 172 spm

Długość kroku: 1,18 m

Średnia moc: 413 W

Temperatura średnia: 19,5 °C

📝 Opis

Pogoń za Jednorożcem 2026 – pierwszy raz pobiegłem całkowicie na intuicję i padła życiówka

Są takie biegi, po których człowiek wraca zmęczony, ale z ogromnym uśmiechem. Taka właśnie była VIII Edycja Pogoni za Jednorożcem. Do Jednorożca jechałem z celem złamania 25 minut na 5 kilometrów, ale bez wielkiej presji. Ostatnie tygodnie pokazały, że forma rośnie, zdrowie wróciło po problemach z zatokami, a treningi zaczynają przynosić efekty.

Już od początku imprezy było czuć, że organizatorzy przygotowali naprawdę fajne wydarzenie. Oczywiście przy dużej liczbie uczestników na starcie zrobiło się trochę zamieszania, ale to właściwie standard przy takich zawodach. Cała reszta była na wysokim poziomie, a pogoda zrobiła swoje. Około 19 stopni, pochmurno i praktycznie idealne warunki do szybkiego biegania.

Ten start był dla mnie wyjątkowy jeszcze z jednego powodu. Po raz pierwszy całkowicie wyłączyłem komunikaty Garmina o tempie. Nie było „za szybko”, „zwolnij”, „przyspiesz”. Byłem tylko ja, oddech, rytm i własne odczucia. Chciałem sprawdzić, czy po miesiącach treningów potrafię pobiec na wyczucie.

Początek był chyba odrobinę zbyt szybki. Emocje startowe zrobiły swoje i kilka pierwszych minut kosztowało mnie trochę więcej energii, niż planowałem. Na szczęście później udało się ustabilizować tempo. Bieg był równy, a organizm pracował dokładnie tak, jak powinien. Nie walczyłem z kryzysem i ani razu nie pomyślałem, że nie dam rady utrzymać tempa.

Największym przeciwnikiem okazał się podbieg przed stadionem. To właśnie tam przypomniałem sobie, że na finiszu zawsze warto zostawić trochę zapasu. Kilka dodatkowych sekund mocy bardzo by się przydało. Sam finisz nie był tak dynamiczny, jak sobie wyobrażałem, ale kiedy zobaczyłem wynik, wiedziałem, że nie ma na co narzekać.

Oficjalny czas to 24:55, czyli pierwszy raz w życiu złamałem granicę 25 minut na zawodach. Dodatkowo Garmin policzył najszybsze 5 kilometrów w czasie 24:37, co oznacza kolejną życiówkę według zegarka. To pokazuje, że forma nadal idzie w dobrym kierunku.

Najbardziej cieszy mnie jednak coś innego. Przez cały bieg nie odezwało się kolano, kostka ani głowa. Organizm współpracował od startu do mety, a ja mogłem skupić się wyłącznie na biegu. Jeszcze kilka miesięcy temu taki scenariusz wcale nie był oczywisty.

Teraz emocje po życiówce powoli opadają, ale sezon dopiero się rozkręca. Przede mną Cross Triathlon Szczytno, później kolejne biegi i najważniejszy cel tej jesieni – Bison Ultra Trail 18 km. Dzisiejszy wynik pokazuje, że szybkość jest, a teraz czas dołożyć jeszcze więcej wytrzymałości. Mam wrażenie, że najciekawsze dopiero przede mną.

🔥 Wnioski

👉 Pierwsze złamane 25 minut na 5 km stało się faktem.
👉 Bieg na intuicję okazał się skuteczniejszy niż ciągłe kontrolowanie zegarka.
👉 Organizm pracował bez bólu kolana i kostki, co jest równie ważne jak sam wynik.
👉 Szybkość jest zbudowana – teraz czas przenieść ją na przygotowania do Bison Ultra 18 km.


Życiówki nie rodzą się na mecie. Rodzą się w tych dniach, kiedy mimo zmęczenia wychodzisz na trening.

📸 Trening

Dane z Garmin Forerunner 970 i Garmin HRM 600

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *